.wszystkie

poniedziałek, 08 lutego 2010
Ogarnela nas Beatlesmania. 

Luby kupil "The Beatles - Anthology". Set zawiera 5 DVD. Cala historia The Beatles opowiedziana przez czlonkow grupy, producenta i managera. Filmy, relacje, klipy z TV. Super! Od kilku dni ogladamy i ogladamy.

Zawsze lubilam The Beatles, ale wiedzialam o nich niewiele. Tym razem sledze z Lubym ich historie od poczatku. Z filmow wylaniaja sie normalni, mlodzi ludzie z niesamowitym poczuciem humoru. Jeszcze sie tyle nie usmialam! Ich humor, glupie odpowiedzi na glupie pytania (jak dotarliscie do Ameryki? - Od Islandii w lewo) doprowadzaja mnie do lez.

Najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, ze pomimo tej wielkiej popularnosci, pomimo traktownia ich prawie jak bogow, ciagle pozostaja mlodymi ludzmi, ktorzy po prostu dobrze sie bawia i kochaja to co robia.

W tej chwili jestesmy w punkcie kiedy The Beatles osiagaja szczyt swojej kariery. Beatlesmania osiaga zenitu. Na koncercie publicznosc wrzeszczy bez przerwy od momentu pojawienia sie grupy na podium, az do jej znikniecia. Nie ma momentu ciszy. Nawet gdy graja jest ciagly wrzask. Grajacy nie slysza siebie nawzajem. Normalny szal. 

Do tej pory wszystko bylo fajne, smieszne, ciekawe, niesamowite. Teraz zaczyna byc meczace. Brak prywatnosci powoduje, ze grupa zaczyna dojrzewac do podjecia jakies waznej decyzji. 

Od Lubego wiem, ze bedzie to odejscie od publicznych wystepow, ograniczenie sie do tworzenia w studio.

Bedzie tez okres konfliktow i w koncu koniec.

Niesamowita historia tamtych czasow, tamtych uwarunkowan. Pomimo dziwnych ubran, smiesznych fryzur fani tamtych czasow niczym nie roznia sie od tych wspolczesnych :)

Rozmowy sa prowadzone otwarcie, szczerze i swobodnie. Moze to tylko moje wrazenie, a moze po prostu nie ma powodu, zeby cos teraz idealizowac. 

Jednym slowem super pudlo, warte wydanych 59 euro! :))

A tak poza tym to nie mam co specjalnie relacjonowac. 

Wlasnie minal mi weekend i odpoczywam. W sobote przeoralam 10 godzin i normalnie mialam dosc :(. Tylko dlatego, ze mialam tylko jeden taki dzien w tygodniu nie poszlam narzekac. 10 godzin! Czy oni oszaleli?! 

W tym tygodniu mam tez dobre godziny. W sumie traktuja mnie dobrze, a czasem trafi sie taki wlasnie dlugasny dzien, sie mowi trudno.

A wczoraj widzialam w ogrodzie szczura. Normalnie myslalam, ze padne. Pognalam do Lubego, zeby mu to powiedziec, a on patrzac na mnie spytal: 
- No i co ja mam zrobic?

No tak. Co on ma zrobic? Nie wiem co, ale ja NIE CHCE szczurow w moim ogrodzie!

Ponoc to normalne i od czasu do czasu bede miala takich gosci. Ponoc nie do unikniecia. 

W miescie ciagle cos sie buduje, a ostatnio rozwalili kilka domow w okolicy i stara fabryke, no to szczury musza gdzies isc. 

No dobra, ale dlaczego do mnie? :(

W tej chwili patrze przez okno na ogrod i spokoj. Moze jednak znajda sobie inne miejsce do odwiedzin :o/

czwartek, 14 stycznia 2010
Od wtorku bombarduja mnie informacjami: radio, internet, TV mowia, pokazuja, relacjonuja.

Do momentu kiedy nie widzialam video, nie uslyszalam relacji, nie docieralo do mnie co sie tam stalo. 

Cale miasto lezy w gruzach, ludzie sa zywcem pogrzebami pod ruinami domow. Ci co przezyli nie maja gdzie sie podziac, nie ma pomocy. 

W szpitalu leza ranni jeden przy drugim, na ulicach pelno cial. Dzieci spia na ulicy, pomiedzy martwymi.

Ci co przezyli czekaja na pomoc. Pomoc nadchodzi, ale niewystarczajaca szybko. Ludzie umieraja z pragnienia.

Serce mi sie sciska. Chcialo by sie biec i pomagac. 

Takie sytuacje powoduja, ze zaczynam doceniac to co mam. Nagle zdaje sobie sprawe jaka jestem szczesciara. Mam dom, mam co jesc, moi kochani sa przy mnie, nic im nie grozi. Moge spokojnie spac.

Gdzies w swiecie ludzie umieraja z pragnienia i glodu. Spia na ulicy, nie wiedza czy jutro bedzie im dane zyc.

Trywialne powiecie? Ludzie umieraja z glodu i pragnienia kazdego dnia i co? I nic. 

No wlasnie. Czy to nie straszne? XXI wiek i dalej ludzie nie maja co jesc, nie maja czystej wody, umieraja w wieku 30 paru lat. Czy to normalne, ze jedni zastanawiaja sie gdzie pojechac na wakacje, a drudzy czy jutro bedzie im dane jesc?

Taki swiat, powiecie, trzeba sie uodpornic. 
Nie potrafie, nie umiem, nie chce. 

Kiedy w koncu przyjdzie ten czas, aby normalne zycie bylo nie przywilejem, ale norma? Wszedzie, a nie tylko w bogatych krajach?

Ameryka gwarantuje pomoc i dotrzymuje slowa. Plyna tankowce, leca olbrzymie samolot, ale Senat juz teraz martwi sie co zrobic z poszkodowanymi. Moze trzeba bedzie ich tymczasowo ewakuowac z wyspy? Gdzie? Byleby nie do Ameryki. Guantanamo, albo gdzies indziej. 

Czy tacy jestesmy? Mysle jednak, ze nie, mam nadzieje, ze nie.

Mysli mi sie tlucza po glowie... szukam jakiegos konta, gdzie mozna wplacic pieniadze...

Rzucam okiem w TV. Kobieta, pokryta kurzem siedzi na ulicy, pomiedzy gruzami. Patrzy na mnie oczami pustymi, bez wyrazu, bez emocji. 

Po plecach przelatuje mi zimny dreszcz.
wtorek, 12 stycznia 2010
Dzisiaj Luby przyniosl z pracy DVD z Bazylem plus "Making of". Ma zrobic iles tam kopii do rozdania. Przed kopiowaniem musial sprawdzic czy DVD gra w normalnym odtwarzaczu. No gra. 

Ogladnelismy wszystko jeszcze raz :). Smialismy sie w tych samych miejscach, czekalismy razem na specyficzne sceny, jednym slowem znamy ten film jak wlasna kieszen, a i tak fajnie sie ogladalo. Bo w koncu to nasze dziecko. Jakos chyba jednak zdobylo publike. :)

Dowiedzialam sie, ze pewne organizacje organizujac noworoczne przyjecia wlaczyly w nie projekcje naszego filmu. Fajnie, z drugiej strony to wszystko jednak troche przeraza. Kino jest ponoc wyprzedane (czytaj bilety zostaly rozdane) na dwa pelne seanse. :))

No dobra, a co poza tym?

Poza tym to wybieramy sie w piatek do kina na "Avatar". Od wlasciciela restauracji dostalismy bilety (dwa dla kazdego pracownika). To tak w ramach podziekowania i prezentu swiatecznego. A ja mam jeszcze dodatkowe dwa, bo jedna dziewczyna nie chciala. Trzeba jechac do Kinepolis, do innego miasta, bo u nas nie ma. Niedaleko, jakies 20 minut, ale zawsze. Dla nas to zaden problem :)

Ciekawa jestem filmu. Ktos widzial juz?

W internecie czytam o snieznej i zimnej zimie w Polsce, a u nas zrobilo sie mokro. Siapi i nawet nie jest tak zimno. W sumie jest strasznie ponuro. Auta jezdza brudne, ochlapane blotem. Caly swiat jest jakis szary. No, ale juz zapowiadaja zmiany pogodowe... opady sniegu czy cus.

Dzisiaj widzialam, ze znowu przyszly jakies nowe w sprawie pracy. Mialy rozmowy z menadzerka. Jedna ma sprzatac... juz kilka bylo przed nia i probowalo... a no zobaczymy.

Troche kicham, chrypie i kaszle. W pracy ciagle ktos jest chory, albo wlasnie zaczyna, albo konczy. No to i na mnie znowu trafilo. Zaopatrzylam sie juz w syrop, herbatke ziolowa i cytryne. Jak nie pomoze to nie zaszkodzi.
czwartek, 07 stycznia 2010
Weszlam na bbcmagazine.com i co widze? Download za darmo. Wystarczy zapisac sie na newsletter. W kazdy poniedzialek do sciagniecia, za darmo, nowy kawalek muzyki klasycznej.

No to juz sie zapisalam i zaliczylam pierwszy download.

A tak poza tym to ta maszyna Senseo mnie wykancza :) 
Tyle nowych smakow kawy do wyboru, ze tylko kupuje i kupuje :)

Wlasnie kupilam nowy podholder (takie cos specjalne na te kawowe saszetki) na hot choco no i okazalo sie, ze wybralam zly. Nie pasuje do mojego modelu. A juz sie zaopatrzylam w cala torbe hot choco. Kurde, teraz musze jechac z powrotem do sklepu i wymieniac.

To samo zreszta jest z cecemel. Tez kupilam i tez okazalo sie, ze potrzebny jest specjalny potholder. No coz, cecemel mam a potholder'a nie ma. Nigdzie nie ma. Musze albo zamowic przez internet albo cierpliwie czekac az sie znowu pokaze w sklepach.
A niech to! A ja cierpliwosci nie mam... Powinnam zamowic przez internet czy czekac... nienawidze czekac.

Ten tydzien mam bardzo luzny. Odpoczywam, bo moj kregoslup sie odezwal. Dobrze sie zlozylo, ze akurat po tych calych swietach trafil mi sie wolniejszy tydzien. No to sie oszczedzam... leniuchuje.

Ach, no i pogoda ma sie nam znowu pogorszyc. Mowia, ze idzie zimno i snieg, i w ogole bedzie syfiato. 

A jeden kolega z pracy opowiadal, ze w ten weekend jedzie na narty gdzies pod szwajcarska granice. I zrobilo mi sie smutno i teskno, bo ja tez bym chciala.  :O
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Witam w Nowym Roku! :)

Wierzyc sie nie chce. Ta liczba 2010 wyglada jak jakis SiFi numer. Kubrick zrobil film  "A space odyssey 2001" (rok 1968) i wtedy ten rok wydal sie dziwny no i bardzo fikcyjny. A teraz? Teraz mamy 2010 i to nie SiFi tylko rzeczywistosc. 

No nic rok jest jaki jest i sie mowi trudno. A zaczal mi sie jak zwykle bardzo pracowicie. W Nowy Rok pracowalam, na szczescie tylko kilka godzin, ale za to sobota... Sobote to ledwo przezylam. Byl przemarsz wojska wte i we wte. Nie mam pojecia skad sie tyle ludzi bierze. I kazdy MUSI jesc o tej samej porze, wszyscy na raz, w grupie, bo inaczej sie nie da. Miejsca brakowalo, a ludzi ciagle przybywalo. Dopiero tak o 15 bylo troche luzniej, ale juz po 16 znowu zaczlo robic sie tloczno. 

Pierwszy dzien wyprzedazy... normalnie koszmar!

No nic, przezylam. 

Niedziela tez nie byla ciekawa, bo nietypowo, sklepy byly otwarte co oczywiscie znaczylo, ze WSZYSCY musieli isc do tych sklepow, a potem do restauracji na obiad. Razem, o tej samej porzy i kazdy sie dziwil, ze nie ma miejsca. NO JAK TO JEST MOZLIWE?

Ktos kiedys mowil, ze mamy kryzys... hmm... ja tego jakos nie widze.

Na szczescie jest poniedzialek, a w poniedzialek to ja swietuje, bloguje, slucham radia, ogladam TV i nadrabiam stracony czas. Tak, praca to stracony czas... dobrze, ze jest rekompensowana zaplata, he he 

Dzisiaj dzionek przywital nas mrozem. Balam sie, ze auto nie zapali, ale ruszylo z kopyta az zrobilo mi sie przyjemnie. Pamietam mojego staruszka Forda... ten to mial zima pod gorke... no ale z niego to juz pewno drugie zyletki robia :))

A co ja to mialam jeszcze... acha... mam zyczenia noworoczne. Postanowien nie robie, bo jak dlugo zyje to jeszcze mi sie nie udalo zadnego dotrzymac, wiec dawno sobie juz darowalam.

Moje zyczenia sa proste: aby zaczela i skonczyla sie w tym roku moja budowa. Zebysmy byli zdrowi (wszyscy!), zebym byla tak szczesliwa jak do tej pory... :)

Spelnia sie?
czwartek, 31 grudnia 2009


No i znowu mamy koniec roku i znowu Sylwestra i znowu zyczenia, nadzieje...

Pomimo, ze czasami te zyczenia noworoczne nie maja nic wspolnego z tym co doswiadczamy przez caly rok, niezmiennie skladamy je sobie z nadzieja, ze tym razem sie spelnia.

Zyczenia szczescia, pomyslnosci, zdrowia, spelnienia marzen... kto tego juz nie slyszal... 

Kazdego roku brzmia jednak jakos inaczej, przepelnione swieza nadzieja, ze tym razem sie spelnia, ze tym razem bedzie inaczej.

Moje zyczenia tez sa pelne nadziei:
Szczesliwego nowego roku!
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Byly swieta i byly prezenty.

Dostalam pod choinke maszyne do kawy, Senseo Philips.
Tak wyglada:



Kawa jest swieza, aromatyczna i z pianka :)

Troche wzielo mi czasu, aby dobrac odpowiednie torebki z kawa, bo a ta to za slaba, ta za mocna, a ta mi nie smakuje. Teraz w koncu mam dobre i jestem zadowolona.

Do tego jest jeszcze jedna rzecz, a mianowicie maszyna robi tylko kawe do filizanki, albo do kubka (dwie filizanki). Przedtem musialam mierzyc, zeby byl akurat jeden kubek, ale czesto albo wody bylo za malo, albo za duzo, albo kawy nie tyle ile trzeba. Teraz jest do miarki :)

Wiem, ze w PL kawe sie sypie prosto do kubka i zalewa wrzatkiem. Tez tak probowalam, ale szczerze mowiac wole z maszyny. 

Jest tylko jeden minus tego wszystkiego, a mianowicie to, ze torebki kawy (coffee pods) sa w sumie troche drogie. Juz wyczailam, ze mozna zrobic kawe z normalnej, sypkiej kawy, ale jak na razie kawa nie wychodzi smaczna. Dzisiaj kupilam jeszcze inny rodzaj kawy, wiec znowu bede kombinowac.

Musze jeszcze dodac, ze Senseo ma tez do wyboru rozne smaki i rodzaje kawy. Wlasnie zrobilam sobie cappuccino... niebo w gebie... super!

Mozna tez robic mleko czekoladowe i herbate, ale to akurat wole jednak robione tradycyjnie :)

Jakby ktos byl zainteresowany informacja o Senseo to tutaj jest oficjalna strona
środa, 23 grudnia 2009
Zdjecie z www.foto.brat.pl

To juz ten czas. Czekalismy, przygotowywalismy sie i teraz juz jest. Wkrotce zasiedziemy do stolu wigilijnego. Polamiemy sie oplatkiem, zlozymy sobie zyczenia. W rogu pokoju bedzie stala choinka, blyszczaca, swiecaca, pod nia prezenty. Zasiadziemy do stolu przykrytego swiatecznym obrusem. Beda swiece, koledy, wzruszenie i ten niezapomniany klimat. 

Boze Narodzenie, swieta... 

No to i ja wyciagam reke z oplatkiem zyczac Wam wszystkiego najlepszego: zeby bylo wlasnie tak rodzinnie, swiatecznie i niezapomnianie. Czarodziejsko, tajemniczo i radosnie!
Wspominalam kiedys, o tutaj, ze napisalam artykul do Gniota, wydawanego przez Granice. Nowy biuletyn mozna sciagnac ze strony w formacie .pdf. Do odczytania biuletynu trzeba miec odpowiedni program. Tutaj mozna sciagnac darmowy czytnik pdf, maly i latwy w obsludze.

Jednakze dla tych z nas, ktorzy sa uzdolnieni inaczej :) i nie maja zamiaru niczego instalowac, bo to nigdy nic nie wiadomo jak taka instalka sie moze skonczyc zrobilam zdjecia z artykulem. 


Dopisane 24 grudzien 2009
Tia, spostrzegawcza to ja nie jestem :)
Na pierwszej stronie bloxa wlasnie reklamuja "Gniota"

poniedziałek, 21 grudnia 2009
Snieg, wszedzie snieg... Belgia zasypana. Teraz to juz nie wyglada to tak pieknie jak np. w niedziele rano, ale ciagle jest snieg i ciagle zapowiadaja nowe opady. Beda biale swieta. Zupelnie nietypowo.

A zaczelo sie w zeszlym tygodniu, gdzies pod koniec tygodnia. Zaczelo sypac. Tutaj to jak snieg wytrzyma pol dnia to juz jest dobrze. Tym razem nasypalo i snieg ciagle lezy. W niedziele rano to bylo cudonie bialo. Niestety mniej cudowne bylo dotarcie rano do pracy, ale jakos dalam rade.

Kanadyjskie lata mi sie przypominaja. To byly czasy! Pamietam raz to tak nawalilo sniegu, ze nie moglam znalezc auta. W koncu stwierdzilam, ze to chyba tutaj i zaczelam go odkopywac, aby po chwili przekonac sie, ze to nie moje auto odsniezam, he he :)

Tutaj co prawda bylo sporo sniegu, ale auto znalazlam bez problemu. Zapalilo, ale zaraz zdechlo. Krew mi zamarla w zylach. Jezu, tylko nie to! Najgorsze co sie moze przytrafic to zdechle auto. A tu trzeba do pracy i w zasadzie przydaloby sie jechac tak zaraz, od razu. Zapalilam jeszcze raz, nie chcialo zaskoczyc. Zrobilo mi sie goraco. I znowu i znowu... W koncu chwycilo.

Ruszylam do pracy. Drogi pokryte swiezutkim sniegiem jakos nie zachecaly do jazdy. Ale ja musze...

Dojechalam w koncu, na parking wjechalam takim wielkim lukiem, ze jakby tam jakies auto stalo to bym po prostu walnela z wielka pompa. Auta nie bylo, no bo za wczesnie, a ja wysiadlam wprost w snieg po lydki.

Tak, nie mam zimowych butow, a moje polbuty po prostu zatonely w sniegu. Na szczescie do restauracji nie bylo daleko.

No bo u nas to w zasadzie zimy nigdy nie ma. Jest czasami zimno, czasami spadnie snieg na pol dnia, ale tak jak teraz to nigdy... Czy ktos cos wspominal o ocieplaniu klimatu? Halo?! No to zapraszam do Belgii, zeby zweryfikowac opinie.

Swieta juz za pare dni, a ja sie ciesze tym razem, bo bede miala w Wigilie i Boze Narodzenie wolne. Bede musiala pracowac w Nowy Rok, ale co tam, w koncu i tak sie nigdzie nie wybieram.

Ciesze sie na ten nowy rok i troche sie go boje. Bedzie renowacja, bedzie wyprowadzka, przeprowadzka... Miejmy nadzieje, ze wszystko jakos przejdzie bez bolu.

Nastepne swieta powinnam miec juz w nowym, wyremontowanym domu... ach! :))

Dziekuje bardzo za zyczenia. Wam takze, moi Drodzy, zycze wszystkiego najlepszego, cieplych, rodzinnych swiat... 
wtorek, 15 grudnia 2009
Ten wczesniejszy wpis napisalam i tak sie zastanawialam: opublikowac czy nie? W sumie dlaczego nie? To moje mysli, moj notatnik i tak myslalam... Pokrecony ten wpis, bo i ja jestem pokrecona. Teraz juz mi przeszlo. W sumie nie chce o tym juz myslec.

Wczoraj mialam cudowny dzien. Luby wzial sobie wolne i spedzilismy caly dzien razem. Ach! :))

Zrobilismy zakupy swiateczne. W sumie tylko dwa prezenty, bo w rodzinie wymyslili, ze losujemy kto komu kupuje, wiec nie ma okazji poszalec :)

Ale i tak bylo fajnie. Chodzilismy, ogladalismy, Lubemu az oczy sie swiecily gdy ogladal DVD's. Teraz najbardziej ciagnie go do Blu-ray. Ach, te pakiety... "Planeta Ziemia" w blu ray... no to musi wygladac super. Na razie mamy odtwarzac, ale nie mamy telewizora. Bedzie i telewizor. Jest nadzieja. W sypialni nam telewisor siada i tak sobie liczymy, ze jak w koncu padnie to kupujemy maly, no nie zupelnie taki maly, HD tv.

A poza tym to dzisiaj tez mam wolne i chyba bede sie w koncu musiala wziasc za sprzatanie. 

Dzisiaj wieczorem idziemy z Lubym do miasta, bo jest super wszystko udekorowane, jest sztuczne lodowisko na glownym rynku, no i widzialam, ze pustawiali juz budki, wiec jest kiermasz swiateczny. Chcialabym porobic zdjecia, ale nie wiem, czy nie bedzie za ciemno. 

Lubie swieta, lubie ten okres, lubie kiedy plyna swiateczne piosenki. Nawet nie przeszkadza mi tak bardzo tlum ludzi snujacy sie w te i we wte. Wiem, ze to takie niepopularne, ze komercja, ze kazdemu juz mikolajki i ten "jingle bell" wychodza gardlem. A mnie nie. Moze dlatego, ze w domu nic nie mam, ze ciagle czekam na te pierwsze swieta z choinka w moim domu :)

A przyjda, juz wkrotce. I bedzie szalenstwo... mowie Wam, bedzie tak swiatecznie, ze ho ho :)) A na razie musze swietowac inaczej. 
Byla impreza. Taka jedna odeszla z restauracji i zrobila pozegnalne party. Dowiedzialam sie o tym, zupelnie przypadkiem. 

Niby nie oczekuje zaproszen i wiem, ze jestem od wszystkich duzo starsza, ze w sumie nie pasuje do towarzystwa, ale tak jakos zrobilo mi sie dziwnie. Nie przykro, ale wlasnie dziwnie... 

Skoro tak bardzo odstaje od wszystkich to moze po prostu nie powinnam tu pracowac? Moze powinnam sobie znalezc prace gdzies, gdzie pracownicy sa bardziej zroznicowani wiekowo? Moze na tle tych wszystkich mlodych twarzy wygladam smiesznie, jak z muzeum?

Kiedy czlowiek powinien sie zachowywac "zgodnie ze swoim wiekiem" i w ogole co to znaczy? Czy mozna byc mlodym duchem a "starym" metryka? Chyba mozna bo ja sie wlasnie tak czuje. Dlaczego spoleczenstwo decyduje co wypada,a co nie? Skad to prawo? Czy slyszeliscie ten zwrot, ze cos "juz nie wypada", ze w koncu to nie ten wiek? 

Mamy jakies stereotypy i sie ich kurczowo trzymamy, a jezeli nawet nie "trzymamy" to podswiadomie dostosowujemy sie do nich. Gdy probujemy zachowywac sie zgodnie ze soba to szybko zostajemy "oswieceni", ze tak nie wypada.

Panie w srednim wieku "nie powinny" juz nosic krotkich spodnic, bo nie wypada, nie sa zapraszane na imprezy, bo nie pasuja do towarzystwa. Jak sie dobrze bawia to podejrzewa sie, ze za duzo wypily, a jak sie zachowuja poprawnie to nie umieja sie juz bawic. 

Powiecie "olac to, zycie jest jedno". Tak wlasnie mysle, ale widze, ze ze stereotypami ciezko sie walczy. Sa wszedzie wokol nas, czy nam sie to podoba czy nie.

Ta dziewczyna byla fajna, lubilam ja i wydawalo mi sie, ze i ona lubila moje towarzystwo. Tak, ale nie do tego stopnia, zeby "zniszczyc" sobie imprezke moja osoba. Jej impreza, ma prawo, oczywiscie. Wydaje mi sie jednak, ze gdybym byla mlodsza to wszystko byloby inaczej.

W sumie to bym na ta impreze i tak nie poszla. Sama zdaje sobie sprawe, ze dzieli nas przepasc wiekowa. Pewno jest jakas granica... no wlasnie czy ludzie rozni wiekowo moga sie kolegowac, przyjaznic? A moze to wszystko jest tak na pokaz, w pracy, bo inaczej sie nie da, a tak naprawde, prywatnie nie mielibysmy sobie nic do powiedzenia? 

Czy to spoleczenstwo wybudowalo te bariery wiekowe, ktore tak trudno nam przeskoczyc, czy sami to zrobilismy?
Nie umiem sobie odpowiedziec na te pytania. Coraz czesciej widze, ze nie pasuje tam gdzie czuje sie dobrze, a tam gdzie pasowalabym nie chce byc.

Luby chyba ma racej - cos ze mna jest nie tak.
środa, 09 grudnia 2009
Wprost trudno uwierzyc, ze to juz grudzien, po mikolajkach i teraz wszyscy juz przygotowuja sie do swiat. Mniej lub wiecej.

A u mnie jak co roku nic sie nie dzieje i nic sie dziac nie bedzie. Choinki nie bedzie, Wigilia bedzie u rodziny, w ogole czekam, zeby ten okres sie w koncu skonczyl.

Skoro nie moge miec to co chce w rzeczywistosci to moge sobie wyobrazic jak bedzie za rok.

Mam nadzieje, ze o tej porze bede juz w nowym, wyremontowanym domu, a jak nie to i tak bede gdzies indziej, wiec bedzie inaczej.

W tym okresie bedzie juz choinka, bo tutaj ubiera sie ja po Sw. Mikolaju. Beda swiatla na drzewku w ogrodzie, bo takie bedzie posadzone. Chcialabym miec udekorowany kominek, wszedzie gdzie sie da bedzie swiateczny akcent. 

Poniewaz w koncu bede miala dostep do kuchni chcialabym, aby w calym domu rozchodzily sie zapachy pieczonego ciasta, swiezej drozdzowki. Chcialabym miec makowiec i prawdziwy sernik. Z serem to bedzie problem, bo to tutaj nie ma, wiec albo bede musiala sie gdzies wybrac na zakupy, albo po prostu zrobie sama. Ani makowca ani sernika Luby jesc nie bedzie, ale mi to nie przeszkadza. 

Bedzie oplatek. Tak, co roku tego mi brakuje. Czasami oplatek dojdzie do mnie przed swietami, wiec sie z nim dziele, ale czasami dojdzie po i do tego polamany. Tym razem bedzie oplatek, bo go sama zdobede, jakos.

Beda ciche wieczory przy zapalonym kominku, przy swiecach. Beda prezenty, usciki, wspolne sluchanie koled. Tak bedzie u mnie w domu, gdy wszystko juz bedzie zrobione. 

A na razie to moge ogladac cudze choinki przez okno, robic zdjecia u Tesciowej i u Szwagra.

Moze tak wlasnie musi byc? Zeby docenic to co sie ma trzeba raz nie miec. 
czwartek, 03 grudnia 2009
Nie wiem gdzie te dni mijaja. Przeraza mnie to troche bo to znowu nastepne swieta, nastepny rok. Cyfra lat sie zmienia, a ja nie moge uwierzyc, ze jestem tak stara. Jak to mozliwe? Tyle lat? I to ja mam miec tyle lat? Ale przeciez ani nie czuje tego fizycznie, tym bardziej psychicznie. No to jak to mozliwe... Mija dzien za dniem i wydaje sie, ze to nic, ze przeciez bedzie nastepny dzien, miesiac, rok, ale to wszystko sie jakos dodaje i tlumaczy w ta dziwna, wielka liczbe, ktora ma przedstawiac moje lata.  

Wzielo mnie tak melancholijnie, bo jakos tak szaro buro jest no i leje juz drugi tydzien. Jak troche sie przejasni to znowu zaczyna. Domy stoja take zamoczone, smutne, wszedzie woda, niebo zaciagniete szarym blankietem chmur. 

Dzwonilam do Polski. Tata sie zle czuje, ale juz nie wiem czy powinnam byc zaalarmowana tym, czy raczej nie. On ciagle narzeka. Mowi mi, ze nie wie czy przezyje te swieta. Juz tak mowil przedtem i strasznie sie czulam, ze nie moge mu nic pomoc. Teraz juz nie reaguje. Dobrze? A moze tym razem to rzeczywiscie prawda?

Wojskowy Szwagier jest juz w Stanach i ze swoja Ukochana robia zakupy swiateczne. E maile dostaje od niej. Pisze, ze poszli na zakupy o 13 a wyszli o 1 w nocy. Nie umiem sobie tego wyobrazic, zeby lazic tak dlugo po Centrum Handlowym.

Tak, tak... w Stanach to ludzie szaleja jak przychodza swieta, nie co to tutaj... spokoj, luz blues, nikt sie tam swietami nie podnieca.

Luby bedzie mial extra drugi weekend: zaczyna w piatek a konczy w poniedzialek. Poniewaz mam poniedzialki wolne tak wiec poniedzialek bedzie dla mnie niedziele.

I to tyle na dzis. 


wtorek, 24 listopada 2009
No to tak:
- ta dziewczyna co to miala przyjsc sprzatac w restauracji nie pojawila sie wcale (!). Jak to musi byc pieknie kiedy po prostu mozna sobie zrezygnowac z pracy... ot tak! :)

- Luby zdobyl upgrade do Windows7, no to teraz instaluje i instaluje. Ciagle mnie wola "chodz i zobacz". Pierwsze wrazenie jest takie, ze jest szybko i swiezo i nowo. Mam propozycje, ze moj laptop tez moze miec Win7 ale nie jestem pewna czy chce. Jak sobie pomysle ze ZNOWU musze wszystko na nowo instalowac i ze polowe rzeczy "niezbednych do zycia" skasuje i mi poginie to mi sie calej tej instalki odechciewa.

- moj Wojskowy Szwagier (brat Lubego, jest wojskowym) wyjezdza na stale do Stanow, bo tam poznal dziewczyne no i sie zakochal. Na razie jedzie na miesiac w ramach urlopu, ale juz glosno mowi, ze beda brac slub. Ach, pamietam te czasy kiedy to ja pakowalam cale moje zycie do pudelka i jechalam do Belgii, bo tu zostawilam serce :). Tesciowa nie jest zachwycona. Cala rodzina zreszta tez nie, bo nie bardzo wierza, ze cos z tego dobrego wyjdzie. No a ja?! Przeciez jestem zywym dowodem, ze cos dobrego moze wyjsc... chyba, ze mnie wlasnie zaliczaja do tych dopustow boskich :D

- w pracy ciagle za duzo pracy, za malo ludzi. Wcale sie nie dziwie. Za takie male pieniadze pracowac? Trzeba miec cos z glowa! :)

- wlasnie zjadlam deser, Speculaas i teraz jest mi mdlo.